“Nie bójcie się! Nie bójcie się tych
którzy zabijają ciało, a nic więcej uczynić nie mogą.”
(Łk. 12,4) - niechaj te słowa Chrystusa staną się
mottem naszej audycji poświęconej
pamięci dwudziestej rocznicy męczeńskiej śmierci
księdza Jerzego Popiełuszki.
“Ja już się nie lękam - wyznał
prałatowi Uszyńskiemu na pięć dni przed porwaniem ksiądz Jerzy - jestem gotowy na
wszystko, na każdą ofiarę”. Kilka lat wcześniej, pod koniec
1981r. przewidywał: “Ja wiem, że mnie zabiją, ale jeszcze nie
teraz. Módlcie się, aby ktoś
był świadkiem mojej śmierci”.
19 października 1984r. ks. Jerzy
Popiełuszko brał udział w spotkaniu modlitewnym w Duszpasterstwie Ludzi Pracy w parafii p.w.
Świętych Polskich Braci Męczenników
w Bydgoszczy. Celebrował, jak się
potem okazało, ostatnią mszę św. w swoim życiu. Pomimo nalegań gospodarzy
postanowił jednak wrócić do Warszawy tego samego wieczoru. Na drodze do Torunia, niedaleko
miejscowości Górsk, samochód księdza
Popiełuszki został zatrzymany przez umundurowanych milicjantów
służby drogowej, w
rzeczywistości funkcjonariuszy SB. Kierowcy księdza, Waldemarowi
Chrostowskiemu, odebrano kluczyki od samochodu, zakuto go w kajdanki i
posadzono w wozie milicyjnym. Natomiast funkcjonariusze, Grzegorz Piotrowski i
Waldemar Chmielewski, zmusili księdza
Jerzego do wyjścia z samochodu. Ogłuszyli Go silnym uderzeniem
w głowę, zakneblowali usta i wrzucili do bagażnika. Po
jakimś czasie Chrostowskiemu udało się wyskoczyć z
samochodu i natychmiast zaczął
szukać pomocy.
W czasie dalszej drogi funkcjonariusze
kilkakrotnie zatrzymywali się ponieważ samochód, którym jechali był niesprawny. Kiedy
ksiądz Jerzy próbował uwolnić się i zbiec pobito Go ponownie pałkami aż do
nieprzytomności, związano ręce i nogi, grożono
bronią, zakneblowano usta, utrudniając
oddychanie. Do nóg przywiązano Mu worek z kamieniami, a następnie: ”Leszek
Pękala przystąpił do zakładania księdzu
Popiełuszce pętli na
szyję. Pętlę założył w ten sposób, że jej
końcówki, które biegły wzdłuż grzbietu,
przywiązał do podkurczonych nóg ks. Jerzego Popiełuszki. Taki
sposób założenia pętli powodował, że przy próbie
prostowania nóg zaciskała się ona na szyi.” (to fragment z aktu
oskarżenia).
Ksiądz Jerzy jeszcze żył. Oprawcy
zastanawiali się co dalej zrobić. Grzegorz Piotrowski postanowił, że ksiądz zostanie
zatopiony przy tamie we Włocławku. To właśnie
uczynili, nie sprawdzając nawet,
czy do wody wrzucają żywego człowieka czy jego zwłoki. Lekarze nie byli w stanie ustalić, czy
ksiądz Popiełuszko przeżył ostatni etap tej drogi. 20
października w wieczornym wydaniu Dziennika Telewizyjnego podano
informacje o porwaniu księdza
Jerzego. W kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie
zebrali się ludzie by czuwać i
modlić się. Tego samego wieczoru odprawiono mszę św. w intencji uratowania księdza.
Odtąd modlitewne czuwanie trwało dzień i noc, aż do
dramatycznej chwili poznania tragicznej prawdy, a potem - pogrzebu. 30
października podano informację o odnalezieniu w Wiśle zwłok
ks. Popiełuszki.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko został
zabity za Prawdę, a przecież Prawdy - nie mogą zabić ludzie
opętani złem. Biskup Wojciech
Zięba ujął to w prostym zdaniu: “Pan Bóg przez śmierć
księdza Jerzego otwiera nasze oczy, oczy naszego serca, naszego
umysłu, naszej wiary”.Proces zabójców księdza Jerzego Popiełuszki
rozpoczął się w Toruniu 27 grudnia 1984r.
Już niebawem okazało się, że
władze starannie przygotowały jego przebieg. Za przyzwoleniem
sędziów, często zmieniał się on w “sąd nad
księdzem”.
Padały oszczerstwa. Bezdusznie zezwalano na
bezczeszczenie pamięci o ofierze. Szczególnie arogancko zachowywał
się główny oskarżony, Grzegorz Piotrowski. Nie było w nim nawet śladu skruchy.
Sąd, co prawda, wydał wyrok skazujący Grzegorza Piotrowskiego i
Adama Pietruszkę na 25, Leszka Pękałę na 15, a Waldemara
Chmielewskiego na 14 lat więzienia. Ale czy te wyroki mogły być
zadośćuczynieniem tej okrutnej zbrodni? Proces nie odpowiedział
na najważniejsze pytanie - kto wydał rozkaz zamordowania księdza
Jerzego? 5 października br. prasa krajowa doniosła, że znany
historyk prof. Andrzej Paczkowski ujawnił, powołując się na
nieznany dokument pozostający w prywatnych rękach, że
inspiratorem porwania księdza Jerzego był ówczesny sekretarz KC PZPR
Mirosław Milewski.
Wszyscy zabójcy opuścili już
więzienia, zmienili nazwiska, miejsca zamieszkania a nawet
wygląd. Cieszą się wolnością. W tym miejscu
muszę koniecznie zaznaczyć, że przedstawiony właśnie
przebieg wydarzeń jest ich oficjalną wersją odtworzoną na
podstawie procesu toruńskiego. Jak
wiemy proces ten został dokładnie “wyreżyserowany” przez
władze komunistyczne tak, by
oskarżeni w nim funkcjonariusze, którzy (z jakiś powodów) przyznali się do winy, otrzymali
możliwie jak najmniejszy wymiar kary oraz by nigdy nie wyszły na jaw nazwiska a być
może i narodowość rzeczywistych oprawców księdza Jerzego. W wydanej w tym roku
książce - “Ksiądz Jerzy w rękach oprawców” Krzysztof Kąkolewski wysuwa
zupełnie inną hipotezę przebiegu wydarzeń. Według autora, ksiądz Jerzy po porwaniu,
został przetransportowany do Warszawy helikopterem i przetrzymywany oraz bestialsko torturowany
w jednym z budynków SB lub MSW.
Wskazuje na to choćby, nieujawniony w czasie
zeznań lekarza przeprowadzającego
autopsję fakt, że podczas tych tortur wyrwano Mu język.
Jakże to charakterystyczne dla
stosowanych przez stulecia carskich, a potem i sowieckich metod
torturowania więźniów
politycznych. Gdyby prawdziwe były wydarzenia skonstruowane na
potrzeby procesu toruńskiego,
coś takiego nie mogłoby mieć miejsca. W czasie procesu nie podano także informacji o analizie
składu chemicznego wody znajdującej się w płucach ofiary. Dlaczego? Takich pytań,
wątpliwości i zaskakujących odpowiedzi jest w książce bardzo dużo. Celem porwania, według
Kąkolewskiego, była nie śmierć księdza Jerzego lecz próba, oczywiście nieudana,
zastraszenia i następnie “zwerbowania” Go do współpracy przeciwko
Solidarności i hierarchii kościelnej. Prawdopodobnie jednak
ksiądz Jerzy, ze względu na
swoje wątłe zdrowie, nie przetrzymał tych bestialskich
tortur. Kąkolewski uważa, że śmierć księdza
Jerzego datuje się na 22 lub 23 października, a więc na kilka dni po porwaniu i
że martwe, zmaltretowane ciało kapłana wrzucono najpierw do Jeziorka Czerniakowskiego w
Warszawie, skąd wydobyto je 29 października, przewieziono i wrzucono do Wisły na
tamie pod Włocławkiem.
Wszystkich Państwa, zainteresowanych tym
tematem, odsyłam do książki Krzysztofa Kąkolewskiego, która ukazała
się w tym roku na polskim rynku wydawniczym. Jest to bogata w informacje
wielowątkowa lektura przedstawiająca męczeństwo i
śmierć księdza
Popiełuszki na szerokim tle historyczno-politycznym. Ksiądz Jerzy
Popiełuszko to nie jedyna ofiara tamtych mrocznych dni. Niemal w przededniu obrad Okrągłego
Stołu zamordowano księży Niedzielaka i Suchowolca, a latem, zanim sformowano tzw. Rząd
Jedności Narodowej zabito księdza Zycha. W chwili swej śmierci
ksiądz Jerzy Popiełuszko miał zaledwie 37 lat.
Urodził się 14 września 1947 roku
we wsi Okopy koło Suchowoli na Podlasiu.
Jego rodzice, Marianna i Władysław, prowadzili gospodarstwo
rolne. Od dzieciństwa był
ministrantem. Jego nauczyciele wspominają Go jako skromnego,
przeciętnie zdolnego lecz ambitnego
ucznia. O swoim powołaniu kapłańskim powiadomił
dopiero w czasie balu maturalnego. W
1965 r. Jerzy Popiełuszko wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Na
początku drugiego roku studiów
został wcielony do wojska i znalazł się w specjalnej
jednostce dla kleryków w Bartoszycach.
Jako żołnierz wyróżnił się wielką odwagą w
obronie swoich przekonań, co
spowodowało liczne szykany ze strony przełożonych i kadry oficerskiej. Mimo tego, nie rozstał
się ze swoim różańcem. Przymusowa służba wojskowa odbiła się bardzo
niekorzystnie na Jego zdrowiu. Z kłopotami zdrowotnymi borykał się do końca swego
życia.
28 maja 1972r., z rąk Księdza
Kardynała Stefana Wyszyńskiego przyjął święcenia
kapłańskie. Na swoim obrazku prymicyjnym
wypisał znamienne słowa: “Posyła mnie Bóg, abym głosił
Ewangelię i leczył rany zbolałych serc”. Pozostał tym
słowom wierny do końca.
Ksiądz Jerzy pełnił swoją
posługę duszpasterską w parafiach: p.w. św Trójcy w
Ząbkach, Matki Bożej Królowej Polski w Aninie, oraz w parafii p.w.
Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Pracował także w
Duszpasterstwie Akademickim św. Anny i prowadził konwersatorium dla
studentów medycyny. Pod koniec 1978 roku został mianowany duszpasterzem
średniego personelu medycznego. Ostatnim miejscem pracy była dla
Niego parafia p.w. św. Stanisława Kostki w Warszawie.
Czasem przełomu w życiu księdza
Jerzego Popiełuszki stało się lato 1980 roku. W niedzielę, 31 sierpnia, delegacja
strajkujących hutników poprosiła Księdza Kardynała Stefana
Wyszyńskiego o przybycie duchownego na teren huty. Kapelan Księdza Prymasa przybył do
Kościoła św. Stanisława Kostki i poprosił księdza
Czarnotę o udanie się do strajkujących hutników. Ks. Czarnota
przygotowywał się właśnie do Mszy św., więc do
wyjazdu chętnie zgłosił się ksiądz Jerzy. Tak
zaczęła się Jego praca w Duszpasterstwie Ludzi Pracy, jego
duchowa przyjaźń z robotnikami. Nie wiedział wówczas jeszcze,
że w tej posłudze wykona się cały sens Jego powołania.
Od tego spotkania, co niedziela, o godz. 10-tej
odprawiał dla nich Mszę św.
Zorganizował także swoistą “ szkołe dla robotników”.
Prowadził katechezę, zapraszał specjalistów różnych
dziedzin by prowadzili wykłady z historii Polski, literatury,
społecznej nauki Kościoła a nawet prawa, ekonomii i technik
negocjacyjnych. Po wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku,
ksiądz Jerzy organizował liczne działania charytatywne,
wspomagał ludzi prześladowanych, skrzywdzonych i uciśnionych
oraz uczestniczył w procesach tych, którzy zostali aresztowani za
przeciwstawianie się prawu stanu wojennego.
Od 28 lutego 1982r., na prośbę
księdza Teofila Boguckiego, ksiądz Popiełuszko przejmuje
celebrowanie Mszy świętych za Ojczyznę, które odbywały
się w Kościele św.
Stanisława Kostki od października 1980r. Te Msze św.,
gromadzące coraz to więcej i
więcej wiernych z Warszawy i wszystkich zakątków Polski, stały
się manifestacją wiary i
patriotyzmu Polaków. Dowodem na to, że ruch Solidarności nie upada.
Kazania księdza Jerzego, oprawione programami poetycko-muzycznymi w wykonaniu najwspanialszych artystów, to
głoszenie Ewangelicznej Prawdy, ukazywanie zła, kłamstwa i
fałszu w ich szatańskiej istocie, przypominanie podstawowych prawd o
człowieku i świecie wyrastających z Dobrej Nowiny Chrystusa i
nauczania Kościoła. Ta Prawda była dla ludzi otuchą i
umocnieniem. Źródłem wiary,
nadziei i miłości. Nauką męstwa. Dlatego właśnie
kazania księdza Jerzego stały się przedmiotem oszczerczych i
zajadłych ataków władz PRL.
“Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo
- mówił ksiądz Jerzy - trzeba żyć w prawdzie. Życie w
prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się
do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest
niezmienna. Prawdy nie da się
zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną
ustawą. Na tym polega w zasadzie
nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go
nie demaskujemy i nie protestujemy
przeciwko niemu na co dzień. Odważne świadczenie prawdy
jest drogą prowadzącą
bezpośrednio do wolności.“ (z homilii wygłoszonej 31
października 1982r.)
We wrześniu 1983r. ksiądz Jerzy
zorganizował pielgrzymkę robotników “Huty Warszawa” na Jasną Górę. Za rok do
Częstochowy zaczną pielgrzymować robotnicy z całej
Polski. Idea księdza Jerzego
przerodziła się w coroczną ogólnopolską Pielgrzymkę
Ludzi Pracy. Działalność
księdza sprawia, że staje się On celem niewybrednych ataków
władzy. Dwukrotnie włamano
się do Jego mieszkania, niszczono samochód, śledzono Go, a nawet tzw. “nieznani sprawcy” wrzucili do
Jego mieszkania ładunek wybuchowy.
W tym samym czasie, we wrześniu 1983r.,
ówczesna wice prokurator wojewódzki,
Anna Jackowska, wszczęła śledztwo w sprawie
“nadużywania wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL”
przeciwko księdzu Jerzemu. W grudniu - postawiono Mu zarzuty. Rozpoczął się
wyjątkowo trudny czas w Jego życiu. Czas przesłuchań, aresztowań, czas zastraszania.
Został oskarżony, ale na mocy amnestii z 1984 r. uwolniony od kary. Jesienią sytuacja ks.
Jerzego Popiełuszki była bardzo trudna. Czuł się zmęczony
ciągłymi atakami, przeczuwał, że grozi Mu śmierć.
Nasilające się kłopoty ze
zdrowiem i ciągłe napięcie psychiczne wskazywały, że
czas pomyśleć o jakimś
wypoczynku. Ksiądz Prymas zaproponował Mu wyjazd na studia do
Rzymu, pozostawiając jednak Jemu
samemu decyzję w tej sprawie. Ksiądz Jerzy pozostał w Warszawie.
13 października 1984 r., upozorowany przez
Służby Bezpieczeństwa wypadek drogowy na trasie z Gdańska
do Warszawy był drugą próbą zamachu na życie księdza
Popiełuszki.
Trzecią, zaplanowano i wykonano 19
października 1984r. Uczestnicy pogrzebu księdza Jerzego, a były
ich dziesiątki tysięcy, mieli świadomość, że była to jedna z największych
zbrodni jakich dokonał reżim moskiewski w Polsce. A przecież to
nie oprawcy zwyciężyli. To ksiądz Jerzy swoją
śmiercią zadał cios terroryzmowi i fałszowi
komunistycznemu. 7 sierpnia 1991r. w homilii wygłoszonej podczas mszy
św. we Włocławku, Papież
Jan Paweł II powiedział: “Kulturę europejską
tworzyli męczennicy trzech pierwszych
stuleci. Tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas -
i u nas - w ostatnich
dziesięcioleciach. Tak! Tworzył ją ksiądz Jerzy. On
jest patronem naszej obecności w
Europie za cenę ofiary życia, tak jak Chrystus.“ 8 lutego 1997r. roku
rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Jerzego
Popiełuszki.
Na etapie diecezjalnym zakończył
się w lutym 2001r. Trwał 4 lata. Członkowie Trybunału Beatyfikacyjnego
przesłuchali 41 świadków. Powstał dokument zawierający 900 stron zapisów tych przesłuchań,
opinii teologów i biegłych. 3 maja 2001 r.
rozpoczął się w Watykanie drugi etap procesu
beatyfikacyjnego księdza Popiełuszki.
Postulatorem generalnym w tym procesie jest,
rektor Papieskiego Instytutu Polskiego w
Rzymie, ks. prof. dr hab. Zbigniew Kierniakowski. Ostatnio prasa krajowa
doniosła, że być
może w przyszłym roku Ojciec Święty Jan Paweł II
odwiedzi Ojczyznę by osobiście dokonać Aktu Beatyfikacji
Sługi Bożego Księdza Jerzego Popiełuszki. Kardynał
Józef Glemp, Prymas Polski, który wielokrotnie analizował życie i
śmierć ks. Jerzego, w czasie
odsłonięcia pomnika ks. Popiełuszki w Ząbkach, 23
października
1997r., powiedział: “Pamięć o
księdzu Jerzym jest dla nas wezwaniem do dobra, do zwyciężania
zła - nie złem, nie nienawiścią, lecz dobrem.” Jak dzisiaj,
po dwudziestu latach, odnosimy się do słów księdza Jerzego
wygłaszanych podczas Mszy św.
za Ojczyznę? Czy kontynuujemy Jego dążenie ku Prawdzie?
27 maja 1984r. ksiądz Jerzy powiedział:
“Niech na koniec będzie nam ostrzeżeniem
świadomość, że naród ginie,
gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze,
gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami.”
Nie ma jeszcze w Ojczyźnie ani
sprawiedliwości ani prawdy. Zaprzepaszczono pamięć
męczeńskiej śmierci księdza Jerzego i spuściznę
Jego naucznia podczas spotkań w Magdalence i przy Okrągłym
Stole. Komuniści, jak zwykle podstępnie, zalegalizowali swoją
władzę pod płaszczykiem rzekomo demokratycznych rządów i
przemian.
Ciągle więc potrzeba nam, o co
nawoływał usilnie ksiądz Jerzy i za co oddał swoje
życie, wytrwałości i męstwa na drodze do Prawdy i
rzeczywistej wolności, te bowiem pochodzą wyłącznie od
Boga.
Krystyna
Konwisorz